Marie-Louise Eta weszła do historii Bundesligi jako pierwsza kobieta-trenerka męskiej drużyny w tej topowej niemieckiej lidze. Choć w nadchodzącym sezonie nie poprowadzi już Unionu Berlin, jej epizod na ławce trenerskiej budził spore emocje.
Debiut i reakcje
34-letnia Marie-Louise Eta objęła stery Unionu Berlin po tym, jak klub zwolnił Steffena Baumgarta. Baumgart stracił posadę po serii nieudanych meczów, gdzie zespół poniósł wysokie porażki m.in. z Werderem i Bayernem oraz zdobył jedynie punkt w kluczowych starciach z St. Pauli i Heidenheim. Eta, wcześniej związana z drużyną do lat 19 oraz jako asystentka, została wybrana do poprowadzenia zespołu w pięciu spotkaniach ligowych kończących sezon.
Pierwsze mecze Ety przyniosły mieszane rezultaty. Debiutancki mecz zakończył się porażką 1:2 z Wolfsburgiem, ale Union dominował w statystykach, oddając 25 strzałów. Kolejne starcie z Lipskiem zakończyło się przegraną 1:3, a mecz z Koeln przyniósł remis 2:2, po tym jak drużyna zdołała odrobić dwubramkową stratę.
Decyzja Unionu Berlin o powierzeniu stanowiska trenerki kobiecie wywołała różnorodne reakcje zarówno w mediach, jak i wśród kibiców. Jej zatrudnienie spotkało się z dużym zainteresowaniem oraz krytyką, szczególnie podsycaną przez aktywność klubu w mediach społecznościowych. Komunikacja klubu była często agresywna, co spotkało się z niejednoznaczną oceną fanów i obserwatorów. Mimo tego, Eta zakończyła swoją przygodę z Unionem pozostawiając po sobie ślad w historii niemieckiego futbolu.